Droga ku wolności

Na co dzień nawet chrześcijanie rzadko zastanawiają się nad skutkami swoich grzechów. Nie mówiąc już o tym, że dzisiejszy świat w ogóle wyrzucił ze słownika słowo „grzech” w myśl powszechnie panującej wolności: „nikt nie będzie się wtrącał w moje życie, to jest moja sprawa i już”. O tym, jak złudne jest takie myślenie opowiada Ania ze wspólnoty Miłość i Miłosierdzie Jezusa, która podzieliła się historią swojego życia, aby ostrzec innych. Ania opowiada o rzeczach bardzo trudnych i bolesnych – o tym jak skutki grzechów jej rodziców wpłynęły na jej życie. Z kolei skutki jej grzechów otworzyły furtkę złemu duchowi, który wszedł w życie jej dzieci. Ania opowiada też o przekleństwie, jak destrukcyjne były jego następstwa, łącznie ze śmiercią jej dziecka. Czy zastanawiamy się, jak wielka jest moc tego, co mówimy? Wypowiadane słowa przybierają realne kształty. W świecie duchowym każde słowo ma moc – albo niesie ze sobą błogosławieństwo, albo przekleństwo. Dlatego też w Piśmie Świętym Pan Bóg bardzo często zwraca na to uwagę..

Aniu, dużo w swoim życiu doświadczyłaś.
Gdybym tego wszystkiego nie doświadczyła, nie potrafiłabym pomagać innym ludziom. Teraz nie boję się mówić prawdy drugiemu człowiekowi, nazywać rzeczy po imieniu. Nie boję się też mówić o sobie, po to, żeby komuś coś pokazać, żeby wyraźniej zobaczył swoją sytuację. Pan Bóg stawia na mojej drodze bardzo poranionych ludzi. Jedyny dla nich ratunek, to przyjazd na takie spotkanie modlitewne i o tym zawsze mówię. Mnie nikt nie uświadamiał, nie nazywał pewnych rzeczy, a ja mogę i chcę mówić, w porę i nie w porę. Kiedy zachodzi taka potrzeba, to daję świadectwo, prowadzę ich do tego momentu, aż trafiają na nasze spotkania. Ci ludzie po raz pierwszy przyjeżdżają ze mną. Nie ma później takich, którzy by nie powrócili, często owocem jest spowiedź generalna. Wracają do Boga, to jest dla mnie największą radością.

Kiedy zaczęły się takie radykalne zmiany w Twoim życiu?
Kiedy skończyłam czterdzieści lat. To taki prezent od Pana Jezusa na moje czterdzieste urodziny. To On wyprowadzał mnie z niewoli czterdzieści lat. Księga Wyjścia – to jest moja Księga, dlatego chyba tak kocham Pismo Święte, tak kocham Stary Testament, jestem zakochana w tym Słowie. Teraz czeka mnie Ziemia Obiecana, ale muszę jeszcze zabrać ze sobą wiele osób, nie tylko moją rodzinę i znajomych. Muszę myśleć o innych ludziach, którzy nie wiedzą o takich spotkaniach, którzy nie nazywają już grzechu grzechem, „pędzą” za tym światem. Kiedyś ja też tak żyłam. Czasami zabieram kogoś na cmentarz, stawiam nad grobem mojej córki i mówię: „Chcesz, żeby Cię Pan Bóg zatrzymał w ten sposób”? Mnie zatrzymał i kocham Go bardzo za to, co zrobił. Czasami tak robię, kiedy już do człowieka nic nie trafia, a mnie brak argumentów – zabieram go na cmentarz. Śmierć mojego dziecka jest dla mnie błogosławieństwem, bo uratowała mnie przed piekłem.

rozmawiała: Dagmara Gałązka

Czytaj więcej w październikowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.