Ogień Jezusa

Katolicki Miesięcznik Wspólnoty Miłość i Miłosierdzie Jezusa

Ludzie Wspólnoty Polecamy

Do Jezusa przez Maryję

Mam na imię Marcin, mam 38 lat, żonę Ewę (44 lat). Mamy córkę Lenkę (9 lat). Ślub wzięliśmy dopiero dwa lata temu, wcześniej żyliśmy w konkubinacie.
Jaki byłem?
Z zawodu jestem rzeźnikiem, ale pracowałem jako szewc. Piętnaście lat temu zarabiałem bardzo dużo pieniędzy. Jeździłem do agencji towarzyskich, moje życie to była „Sodoma i Gomora”. Wlewałem w siebie duże ilości alkoholu, jeśli się trafiało, brałem też narkotyki. Można mnie było określić jako awanturnik, rozrabiaka. Paliłem dziennie od 2 do 3 paczek papierosów. Często wszczynałem awantury. Nierzadko z domu albo miejsc wypadków zabierała mnie policja. W jednym z wypadków zginął kolega. Mieliśmy tyle promili, że powypadaliśmy z aut, a żeby mnie wyciągnąć rozcinany był samochód.
Moja babcia
Czy wierzyłem w Boga? Jak byłem dzieckiem i młodzieńcem, to chodziłem do kościoła, jedynie po to, żeby zadowolić moją babcię, nawet korzystałem ze spowiedzi, żeby babcia się cieszyła. Często przyjmowałem Komunię Świętą świętokradzko, żeby babcia widziała, że przyjmuję Pana Jezusa. Nawet jak byłem pijany po imprezie, to w niedzielę obowiązkowo do kościoła musiałem iść. Był to taki zwyczaj, bo „dziadki chodzili, dziadki wysyłali”, to i moi rodzice tak robili. Moja babcia w każdym wolnym czasie siedziała z książeczką do nabożeństwa albo z różańcem w ręku, z koronką. Tak naprawdę to żyję dzięki mojej babci.

Czytaj więcej w sierpniowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.