Do domu wróciłam zdrowa

MiMJ: Mam na imię Wanda. Przyjechałam z Gdyni. W 2013 r. zachorowałam na raka. Miałam dwie operacje, 26 chemii. Po każdym cyklu chemii choroba wracała. Bardzo pragnęłam pojechać do Częstochowy, bo tylko tam została moja nadzieja. Lekarze mnie zostawili samej sobie. Nie było leku, który mógłby mi pomóc. W 2017 r. w marcu zapisałam się na pielgrzymkę. No i nadszedł czas wyjazdu, a ja, po prostu, nie miałam siły. Odmówiłam. Następny wyjazd był w kwietniu, przypadał na niedzielę Miłosierdzia. Przyjechaliśmy do Czatachowy na Mszę świętą. Jak kapłan rozpoczął modlitwę wstawienniczą, usłyszałam słowa: „Jest tutaj kobieta po raz pierwszy, jest po kilku chemiach, a nowotwór rozwija się dalej w jamie brzusznej, jest bardzo osłabiona. Pan Jezus pochyla się nad nią i uzdrawia, daje jej łaskę przebaczenia samej sobie. Potwierdzeniem uzdrowienia będzie płacz w autokarze”. I tak było. Nie wierzyłam, że to do mnie, ale przyjęłam to na siebie. I tak się stało. Do domu wróciłam zdrowa. W tym samym czasie zachorowała moja córka na raka piersi. Jest tutaj ze mną, jest zdrowa. Jakby było mało dramatu, mój mąż też zachorował na raka. W tej chwili jest zdrowy. Pomimo swoich 72 lat, jeszcze pracuje. Jezus jest z naszą rodziną na co dzień. Prowadzi nas i pokazuje jak żyć. Miała być operacja na gardło, na tarczycę, na obydwa kolana, ale już są niepotrzebne. Mamy swego Lekarza, który leczy zupełnie za darmo. Kochamy Cię Panie Jezu i Mateńko. Chwała Panu!

Czytaj więcej w sierpniowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.