Chcę Cię wielbić i kochać

MiMJ: Mam na imię Angelika. Przyjechałam z pielgrzymką z Sierakowic. Tak naprawdę, to powinnam się pojawić w tym miejscu już dużo wcześniej i dać świadectwo. 3 lata temu właśnie tutaj, w tym miejscu, zdarzył się cud. Mój tata nie był wtedy z nami. Przyjechaliśmy całą rodziną prosić o jego nawrócenie. Odkąd pamiętam, był alkoholikiem. Alkohol był jego słabą stroną, pił i był dla nas niedobry. Od 3 lat mój tata nie pije. Jest cudownym dziadkiem i ojcem. Należy do różnych grup modlitewnych. Moja mama w podziękowaniu też taką grupę modlitewną założyła: Różę Różańcową za kapłanów. Coś niesamowitego! Tata jest teraz wspaniały, chodzi do kościoła, pojawia się tu co miesiąc i dziękuje. I jeszcze chcę podziękować za uzdrowienie mojego męża z bólu kręgosłupa, z którym było źle, mogło się skończyć operacją. Od kiedy tu przyjechał, czyli od 3 lat, nie ma żadnych dolegliwości. Te spotkania są bardzo owocne. Chwała Panu za to! I pamiętajcie o Maryi, Ona naprawdę jest bardzo ważna. Całą rodziną staliśmy się niewolnikami Maryi, przyjęliśmy szkaplerz, modlimy się na różańcu i chwała Panu, chwała Maryi. Bóg zapłać.

MiMJ: Mam na imię Małgorzata. Przyjechałam z Gryfowa Śląskiego, z województwa dolnośląskiego. 17 marca byłam tu pierwszy raz na Mszy świętej i na modlitewnym spotkaniu. I muszę się pochwalić, że jestem odtąd przeszczęśliwą osobą i chwalę Pana za to, co dla mnie zrobił. Chorowałam od lat na nerwicę, na depresję, lekarze powiedzieli, że nigdy całkowicie się nie wyleczę, że do końca moich dni będę brała leki. Rzeczywiście, próbowałam sama je odstawić i nie dawałam rady. Po tygodniu wracałam do tych leków. Po Mszy świętej przyjechałam do domu, pojechałam do pracy i po 3 tygodniach zorientowałam się, że w ogóle nie biorę leków, że nie są mi potrzebne. To był cud. Chorowałam też na dystonię, czyli mimowolny odruch głowy i rąk. Pewnego razu włączyłam internet i znalazłam nagranie Mszy świętej sprzed roku. W trakcie modlitwy o uzdrowienie kapłan w pewnym momencie powiedział, że Jezus uzdrawia teraz kobietę z mimowolnymi odruchami głowy. Pomodliłam się. Po chwili poczułam, że nie mam odruchów. Stanęłam i powiedziałam: „To jest niemożliwe”! Tyle lat z tym chodziłam, nic nie pomagało i teraz po prostu zniknęło! Jestem szczęśliwa. Dziękuję Bogu, chwała Mu za to, że mnie uzdrowił, bo to było bardzo męczące, trudne i bolesne. Chwała Panu!

Czytaj więcej w grudniowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.