Być kobietą

Lubię być kobietą. Naprawdę. O dziwo, wiele kobiet mi nie dowierza. Jest to nieco zaskakujące. Oczywiście, większość mężczyzn też mi nie wierzy. Nic nadzwyczajnego. Myślę, że wynika to z niezachwianej męskiej pewności, że bycie mężczyzną jest najwspanialszą rzeczą pod słońcem. Od razu zaprzeczam -nie jestem feministką. Czasami sobie żartuję, że przy moim mężu to nawet ja wkrótce nią zostanę. Ale to są takie małżeńskie żarciki. Uważam, że bycie kobietą jest cudowne. Jakoś nigdy mi do głowy nie przyszło, że mogłabym być mężczyzną. Myślę, że owo mocne przeświadczenie o tym, iż warto pokochać swoją kobiecość, zaczęło kiełkować we mnie już w moim rodzinnym domu. Byłam wyczekaną córeczką taty. Zawsze mi mówił, że czekał na córkę i „tak się cieszył, kiedy się urodziłam”. To naprawdę ważne. Do tej pory tato nie może przeboleć, że nie odbierał mnie ze szpitala (miał nogę w gipsie). Opowiada też, jak na zmianę z mamą nosił mnie na rękach nocami, kiedy nieustannie płakałam. Tato nauczył mnie mnóstwa rzeczy. I zawsze był ze mnie dumny. Ze mnie jako dziewczynki, a potem kobiety. Oczywiście mama też cieszyła się, że jestem dziewczynką. Ale relacja z mamą jest inna. Sama mam i córkę, i synów. I kompletnie nie miała (i nie ma) dla mnie znaczenia płeć dzieci. Dziecko to dziecko. Jako matka kocham bezwarunkowo i w całości.

tekst: Joanna Wołoszyn

Czytaj więcej w majowym numerze miesięcznika „Ogień Jezusa”.