Ogień Jezusa

Katolicki Miesięcznik Wspólnoty Miłość i Miłosierdzie Jezusa

Świadectwa

Magdalena, członek Wspólnoty Miłość i Miłosierdzie Jezusa- rekolekcje zimowe, luty 2013r., Święta Puszcza

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Chciałam się z wami podzielić krótkim świadectwem dotyczącym mojej otwartości na życie, jak to było w moim przypadku, moim małżeństwie. Jak przygotowywałam się do tego świadectwa to tak naprawdę nie wiedziałam, co ja mam powiedzieć? Tak w duchu  pomyślałam, że to będzie świadectwo tchórza, bo tak naprawdę jestem takim wielkim tchórzem Pana Boga i gdyby nie On, to by mnie na pewno tutaj nie było. Więc zacznę może od początku.

Cztery lata temu, kiedy siedziałam na schodkach w Czatachowie, Ojciec Daniel miał wtedy spotkanie modlitewne  i mówił kazanie. Pamiętam, że  powiedział takie zdanie –  antykoncepcja jest grzechem. Ja już wtedy miałam jedno dziecko – córeczkę  i sobie pomyślałam: antykoncepcja jest grzechem? Gdzieś, tam, kiedyś, może w kościele o tym słyszałam, ale tak naprawdę jednym uchem mi weszło, drugim wyszło. I sobie myślę: jak to grzechem? Ale ponieważ miałem jedno dziecko, mówię, no dobrze, jeżeli jest grzechem… i poszłam do spowiedzi do Ojca i pamiętam słowa, które mi wtedy  powiedział: Pan Jezus mówi do ciebie : Albo jesteś gorąca albo zimna, nie możesz być letnia, bo jeżeli będziesz letnia to Ja cię wypluje ze swoich ust. Te słowa tak bardzo głęboko zapadły w moim sercu i pomyślałam sobie: dobrze, to w takim razie jeżeli ta antykoncepcja jest takim strasznym grzechem to ja rzeczywiście  z niej zrezygnuje. Ale kiedy pojawiło się drugie dziecko, syn, to dopiero wtedy dotarły  do mnie te słowa, które powiedział Pan Jezus. I wtedy stanął przede mną jak gdyby jeszcze raz i powiedział: Albo jesteś gorąca albo zimna…. i przyszły  lęki. Wtedy dopiero zaczęłam się zastanawiać i mówiłam do Pana Jezusa:  Panie Jezu, czy Ty wiesz jakie są czasy???  Ja już mam dwójkę dzieci. Ja muszę na te dzieci zarobić! Ty sobie zdajesz z tego sprawę? I wyobraźcie sobie, ze te osoby, które mnie otaczały, one mi wcale nie pomagały, one przychodziły  do mnie, gratulowały  mi dzieci i mówiły:  No, już masz chłopca i dziewczynkę, to chyba już koniec, prawda?  A ja na to:  Nooo…Nie wiem…Tak… Taki był ze mnie wtedy tchórz, że jakby ktoś zrobił tak: (klaśniecie) to już by mnie nie  było. Pamiętam, ze przyszła do mnie  sąsiadka i mówi tak:  No to już koniec, no już masz dwójkę dzieci.  A  ja się wtedy odważyłam  i mówię:  Wiesz co, nie , bo jak nie wiem co na to Góra, zobaczmy co na to Góra. A ona na to :  Góra, to by Ci dawała  co rok, Ty się zastanów –  Jak ja to usłyszałam, to ja już miałam dość serdecznie. Wyobrażałam sobie siebie z takim kociołkiem, gotującą zupę.  Wy się śmiejecie, ale ja pamiętam, że tak było ….Pamiętam, że siedziałam z moim mężem i mówiłam: Piotrek, my będziemy musieli wymienić samochód na busa, ja  będę gotowała w kociołku, przyjdą do nas znajomi, a ja będę z jednym dzieckiem przy nodze, z drugim na ręku, z wałkiem na głowie… Słuchajcie, po prostu czułam, ze stoję przed przepaścią, że przede mną jest jedna, wielka przepaść. Ja mówię do Pana Jezusa: Panie Jezu, jeżeli ja teraz skoczę, to ja się połamię, na pewno tak będzie…Wtedy  przyszła mi taka myśl: A jak będzie wyglądało moje życie bez Jezusa? I co? Ja teraz się będę zabezpieczała i będę żyła w grzechu ciężkim? Nie wyobrażałam  sobie w ogóle tego, czułam tak wielkie rozdarcie.  I pewnym momencie mówię do mojego męża:  Słuchaj, trudno, ja na tą  drogę wchodzę, ty chcesz to wchodź, nie to nie, ja wchodzę. Posłuchał mnie i mówi: Jak ty wchodzisz, to ja też wchodzę. Wyobraźcie sobie, ja weszłam, ja skoczyłam w tę przepaść i wiecie co było? Skoczyłam i poczułam  miłość, ja poczułam Jezusa. Wiedziałam, ze są naturalne metody planowania rodziny i jestem nauczycielem wychowania do życia w rodzinie więc  tak naprawdę uczę o tym w szkole, ale o naturalnych  metodach   przed nawróceniem nie mówiłam moim uczniom wiele. Uważałam, że nie ma takiej potrzeby, wspominałam tylko, że są, ale tak naprawdę nigdy się w nie nie wgłębiłam. I tym momencie zaczęłam je analizować, zaczęłam w to wchodzić, zaczęłam się tego uczyć i pamiętam, że  na modlitwie miałam taki obraz pokoju, bardzo ciemnego i przez dziurkę od klucza padało światło i Pan Jezus powiedział do mnie:  Zobacz to jest twój obraz twojej płodności, już są tam promienie, Ja już tam jestem, Ja już w to wchodzę. Mówię: Panie Jezu- dziękuje Ci bardzo. Zaczęłam czuć coraz większą wolność. I to jest tak, jakbym Panu Jezusowi oddala diament, w postaci mojej czystości. Ten diament nie jest jeszcze obrobiony, on przypomina teraz kamień, może jest jeszcze nawet  trochę brudny, ale ja wiem, ze ta moja czystość małżeńska jest w ręku Jezusa, Ja powiedziałam: Panie Jezu, Ty mnie szlifuj, Ty mnie ogarniaj. Na ten czas, mam dwójkę dzieci, stosuję naturalną metodę planowania rodziny, Ty o tym wiesz, ostateczne zdanie należy do Ciebie. Ja uszanuję każdą Twoją decyzję. Ja stosuję to, co mogę, ale ostanie zdanie należy do Ciebie. Wierzę, że przyjdzie taki czas w moim życiu, kiedy Pan Jezus dotknie mojego serca i otworzy  mnie na kolejne życie. Tak naprawdę na to liczę, ze przygotuje moje serce, że kolejne dziecko przyjmę z wielką miłością, z wielkim oczekiwaniem, nawet jak to będę bliźniaki. Powiedziałam to Panu Jezusowi i wiecie… poczułam  radość w sercu, że  ja teraz Pana Jezusa mam,  że on wszedł w to małżeństwo. Stosuje  naturalne metody planowania rodziny i czuje, że obok idzie Chrystus i On czeka, przygotowuje mnie na odpowiedni moment, mnie i mojego małżonka.  I poprzez czystość, Pan Jezus wszedł nie tylko, jakby w jedną  sferę życia mojego małżeńskiego, ale uzdrowił wiele innych.

Pewnego wieczoru podczas modlitwy  miałam taki obraz  wazonu, w którym były kwiaty i te kwiaty były już trochę uschłe. Pan Jezus poprzez to, że Mu zaufaliśmy, że powiedzieliśmy Panie, do Ciebie należy ostatnie zdanie –  On, codziennie, do tego wazonu, dolewa świeżą, czystą wodę i te kwiaty się podnoszą. Ja widzę, jak On przyszedł do mojego małżeństwa z miłością ofiarną. Nie tylko liczę się ja, bo do tej pory tak było, że ja, to co ja powiedziałam było ważne, to co ja chciałam musiało być spełnione. Pan rozpalił w nas miłość ofiarną pełną poświęcenia i gotowości służenia, ale podstawą jest czystość. Być może przyjdzie  w moim życiu taki czas, że ja powiem do Pana Jezusa, za kilkanaście lat, tak jak głosił Ojciec Pio, nie unikajcie się wzajemnie, czyli taka pełna otwartość na życie. Być może taki etap w moim życiu przyjdzie i może Pan Jezus tak oszlifuje ten diament w postaci mojej  czystości, że tak będzie. Na ten czas ostatnie zdanie należy do Jezusa. Ja czekam, aż On po prostu w  moim sercu, takie pragnienie poczęcia  życia zrodzi.

I też chciałam wam powiedzieć, bo teraz  już wiem, wcześniej tego nie wiedziałam, że tak naprawdę antykoncepcja to jest przedmiotowe traktowanie człowieka. To jest tak, jakby  ktoś wziął z półki, na której były zabawki lalkę, pobawił się nią i położył ją z powrotem – czyli pobawił się nią, zaspokoił swoje pragnienia i odstawił z powrotem. A czego uczy czystość, czego uczy Chrystus? –  Chrystus  uczy cierpliwości i właśnie takie jest życie w czystości,  takie też są naturalne metody planowania rodziny. To jest uczenie cierpliwości, to też wzmacnia wierność i uświęca małżeństwo.  Ktoś  kiedyś powiedział do mnie takie zdanie:  Zobacz, tyle jest katastrof na świecie, tyle jest klęsk żywiołowych, powodzi, huraganów i ludzie się przed tym nie zabezpieczają albo w ograniczony sposób, a  przed dzieckiem się tak zabezpieczają. Właściwe do XVIII w. może nawet  w początkach XIX  w. ludzie do siebie mówili,  jeżeli ktoś komuś dobrze życzył: Niech Ci Bóg w dzieciach wynagrodzi. Powiedz to dzisiaj komuś… Nie,  dzisiaj  się tego nie uznaje. Świat  odwrócił  to pojęcie – to co piękne, podeptał. A przecież największa wartość, największy dar jaki Bóg może dać człowiekowi to jest dziecko, to jest życie,  nie ma większego daru.

Jeszcze na koniec, chciałam przytoczyć świadectwo osoby z naszej wspólnoty, które mnie osobiście bardzo dotknęło, bo teraz  jestem  pewna, że antykoncepcja to  mówienie Jezusowi: Nie! To jest mówienie-  Nie! –  wobec planów Pana Boga, a Pan Bóg ma wobec każdego z nas ma piękny plan. Nie chciałabym po śmierci stanąć przed Panem Jezusem i aby On mi powiedział : Zobacz, Ja ci chciałem dać Ci jeszcze jedno, drugie, trzecie dziecko, a ty nie chciałaś, a Ja przez to następne, kolejne dziecko to chciałem zmienić, to zrobić, tamtego nawrócić ….i to świadectwo  jest  o osobie  z naszej  wspólnoty, która miała już dwójkę dzieci i zaszła z trzecim dzieckiem w ciąże. Dzieciątko to nie było od początku przyjęte nawet przez najbliższych. Wiele osób  mówiło:  Po co ci?  Masz już dwójkę? To zarabiaj na te, a nie będziesz zajmowała się trzecim. Po co ci to dziecko?

W szóstym miesiącu ciąży, odeszły jej wody, było wiadomo, ze dziecko urodzi się albo  martwe albo chore, były tylko dwa rozwiązania. Zdanie lekarzy-  usunąć, dziecko może być rośliną… Zobaczcie jakie jest podejście do życia ludzkiego, roślina… A więc z tego wynika, że  człowiek, który jest chory to trzeba go zlikwidować – tak mówi duch tego świata. Ona walczyła do samego końca, powiedziała:  Nie,  urodzi się chore, urodzi się zdrowe, ja będę walczyć, to życie a ono ma największą wartość. Stanęła po stronie życia. I wyobraźcie sobie,  ze urodziła to dziecko w ósmym miesiącu i to dziecko, w kilka minut, zaraz po urodzeniu zmarło. To był chłopczyk, no i wszyscy mówili:  No widzisz, i po co było tak walczyć, przecież  mówiliśmy ci, że nie warto. Ale ona walczyła, urodziła godnie, po ludzku. Dała życie, przyjęła dar Boga. I wyobraźcie  sobie, że po śmierci  ten chłopczyk, jeszcze przed pogrzebem, przyśnił się  babci, tej która  kupowała mu ubranko do trumny. Przyśnił  się i powiedział tak: Babciu, dlaczego nie kupiłaś mi butów? W czym ja teraz będę biegał po Niebie? I to był plan Pana Boga. Zobaczcie, trzecie dziecko, trzecie poczęcie, ale jak wiele zmieniło, dotknęło serca nie tylko babci ale swoich najbliższych, którzy  tak naprawdę go nie przyjęli. Ten chłopczyk pokazał światu, że ma godność dziecka bożego i dzięki wspaniałej miłości swojej mamy w sposób godny  przyszedł na świat  i  a ostatecznie zaludnił niebo. To był plan Pana Boga, wspaniały plan.

Jeszcze tez takie drugie świadectwo mojej sąsiadki, z którą bardzo duchowo czuję się związana, bardzo, ma też dwójkę dzieci i zachorowała na raka, odjęto jej jedną pierś, przyjmowała już bardzo ciężki rodzaj chemii i było wiadomo, że nie ma już większych szans na zdrowie. Ale ona oddala swoje życie Jezusowi i powiedziała:  Panie Jezu , ja ci się oddaje,  oddaje Ci moje życie, jeżeli ja mam odejść do Ciebie, to  niech tak będzie, trudno, pożegnam się z moimi dziećmi. Bóg miał inny plan, dał jej życie, ona przeszła przez tą ciężką chorobę i parę miesięcy później zaszła w ciążę. Co mówili  lekarze, jak o tym usłyszeli, mówili: Proszę Panią, pani jest po ciężkiej chorobie raka, pani ponosi duże ryzyko, istnieje duże prawdopodobieństwo nawrotu choroby i utraty przez panią życia, dziecko może urodzić się chore… I co zrobiła? Oddala Chrystusowi. Donosiła  ciąże, urodziła zdrowe dziecko i ona tez jest zdrowa. Mało tego, jej mąż który nadużywał alkoholu,  po tym urodzeniu wrócił do domu. To dziecko było światłem, było jasnością.

Po co wam to mówię? Po to, że tak naprawdę nigdy nie wiemy,  tego co kolejne dziecko przyniesie, nie wiemy jaki jest plan Pana Boga, dlatego zawsze trzeba Panu Bogu mówić-  Tak,  bo On przemieni, uświęci, zmieni, On wie. Ja Mu ufam, wiem, ze w Mu też ufacie. I na końcu jeszcze chciałam zacytować słowa Jana Pawła II, który mnie osobiście bardzo dotknęły: Odwaga i wiara wiele kosztują, ale nie możecie przegrać miłości. Nie przegramy, bo będziemy żyć w czystości i zaufamy Panu Jezusowi. Chwała Panu!

Ewa, członek Wspólnoty Miłość i Miłosierdzie Jezusa- rekolekcje zimowe, luty 2013r., Święta Puszcza

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Mam na imię Ewa, mieszkam w Czatachowej. Mam męża Łukasza i dwójkę dzieci. W zasadzie, jadąc tutaj na te rekolekcje, wcale nie miamlam zamiaru składać tego świadectwa, ale tak Duch kierował wczorajszym czasem, wczorajszym dniem.

Mam nadzieję, że to moje świadectwo, moja historia, mój przypadek umocni te osoby, których małżonkowie nie idą tą drogą do świętości, do Boga, a wy chcecie, właśnie tą drogą kroczyć.  Ale na tej drodze są przeszkody, jeśli się chce tego małżonka swojego, w jakiś sposób pociągnąć do Chrystusa. I tak na początku opowiem wam o moim małżeństwie.

Jesteśmy małżeństwem 9 lat. Mieszkała od początku w Czatachowie, blisko kościoła,  ale jak moja droga fizyczna do kościoła, do Pustelni jest bardzo krótka, tak duchowa była bardzo długa. Te kroki, które mnie doprowadziły do Boga, były takie drobne, takie malutkie, ale jednak wciąż prowadzą do tego, aby być w  końcu w Jedności z Nim. Mój mąż, na początku, w jakiś stopniu był z Bogiem, pokazał mi Boga, w jakiś sposób szliśmy razem. Jak ja zaczęłam iść tą drogą, coraz bardziej, świętości, tak on zaczął coraz bardziej oddalać się. Być może taki zamysł Boga, aby mnie umocnić, aby mi pokazać, że postawił mnie na tej drodze, w tym miejscu  w którym jestem. Raz żeby mnie uświęcić, a dwa żebym stała się Jego narzędziem, żeby mojego męża również pociągnąć na tą drogę.

I dlatego chciałby wam też powiedzieć o tym, że ja tą drogą otwarcia się na życie idę sama. Jest to bardzo trudne. Od samego początku nie byłam otwarta na posiadanie dzieci, na zgodne na to żeby Bóg działał we mnie i przeze mnie tworzył nowe życie. Wzrastałam, jak dużo osób, w rodzinie katolickiej, ale mało świadomej. Ale w końcu rozpoczęła się ta moja droga otwarcia się na życie -planowanie mojej rodziny,  zaproszenie Boga do tego planowania, aby to On sam, decydował jak ma wyglądać moja rodzina.

I tak jak Magda, mówiła, że siedziała na schodach w Czatachowie i usłyszała, w trakcie homilii, jak Ojciec mówi, że antykoncepcja jest grzechem, ja mogę powiedzieć, że tak samo,  właśnie wtedy o tym usłyszałam, dowiedziałam się. Do tej pory był to brak świadomości,  brak wiary, brak  takiego praktykowania świadomego swojej wiary. Usłyszałam wtedy o tym, że to co robię jest złe – a praktykowałam antykoncepcję,  i jeszcze to był ten czas, kiedy moja droga pójścia do Boga  dopiero się rozpoczynała. Właściwie z chwilą jak zaczęłam grac na Pustelni, jako organistka, pomagać Ojcu w trakcie mszy – to był taki ważny moment mojego nawrócenia. I właśnie wtedy zaczęłam się zastanawiać. Dobra, wiem, że to jest grzech, tak, już się dowiedziałam i teraz co ja mam z tym zrobić? No muszę coś  z tym zrobić- tak kazało mi sumienie,  sumienie  które nie dawało mi spokoju. I zaczęłam się orientować w jaki sposób mogę planować tą moją rodzinę, aby być blisko Boga, bo już zaczęłam iść w kierunku Jego. Dowiedziałam się o tej metodzie naturalnego planowania rodziny, ale nie jako metodzie antykoncepcji, ale jako metodzie otwarcia się na życie.

Takim ważnym, pierwszym punktem tego, że powiedziałam Bogu tak, że zgodziłam się na Jego działanie w moim życiu,  był czas kiedy zaszłam w ciąże z moim małym Frankiem. (Teraz ma 5 lat).  I kiedy były pierwsze tygodnie tej ciąży okazało się, że prawdopodobnie jest to ciąża pozamaciczna. Dwóch lekarzy potwierdziło, że muszę być operowana, bo zagraża to mojemu życiu. Dla mnie było to coś strasznego, że ja, moje maleństwo, które jest we mnie…

Z diagnozy lekarza wynikało, że muszą usunąć ciąże, bo grozi mi duża komplikacja. W takich wypadkach jest często śmierć. I wtedy po raz pierwszy zaprosiłam Pana Boga do mojego życia i porosiłam żeby czynili to co  On chce. Oddalam Franka całkowicie Jemu. Poszłam do tego szpitala, byłam przygotowywana do tego zabiegu, ale miałam cały czas taką nadzieję, że to tak się nie skończy.  I lekarz powiedział: Dobrze, jeszcze, chwile zaczekamy, w szpitalu jestem bezpieczna, jakby jajnik, jajowód pękł to będziemy mogli szybko interweniować. Odczekaliśmy dwa dni. Wiek ciąży wskazywał na to, że już powinno być widać maleństwo. To serduszko powinno bić. Były jakieś problemy z jajnikami,  ale ja cały czas się mocno się modliłam i też cały czas oddawałam Bogu tego mojego synka. I zdarzył się cud, i w macicy pojawili się ten mój Franek. No i jest zdrowy.

To była też równocześnie  moja pierwsza iskierka do tego, abym poznała Jego miłosierdzie,  dobroć i zobaczyła zupełnie inny obraz Boga. Potem, różnie się działo między mną a  mężem-  dwójka dzieci, te sytuacje, które były, sposób w jaki weszliśmy w to małżeństwo spowodowało to, że pojawiło się dużo złości między nami, dużo kłótni, nieporozumień.  I to był właśnie ten moment, kiedy dowiedziałam się o tej antykoncepcji, że  jest zła. Wtedy nie wyobrażałam sobie, że moglibyśmy mieć kolejne dziecko, za każdym razem jak myślałam o tym, że dziecko miało się pojawić, to byłam przekonana, że to nasze małżeństwo, po tym trzecim dziecku się rozleci, to będzie katastrofa. Był we mnie naprawdę lęk, brak zaufania w Boga i wiem, że podpowiadało mi Zło, że  to dziecko nie będzie dla mnie błogosławieństwem, tylko będzie przyczyną rozpadu małżeństwa. Dlatego bałam się bardzo zaufać Bogu stosując tę metodę.

Długo, długo to trwało, aż się przełamałam, aż zrozumiałam, że ja tak dalej nie mogę trwać w takim lęku. Ale kiedy miałam zamiar zacząć stosować tą metodę, to czułam się tak jak Magda, jakbym stała nad  przepaścią, do której miałam skoczyć. Musiałam  się zdecydować na to, że mam skoczyć. Ale przed sobą widziałam wielkie blotko, bagno.  I wyobrażałam sobie, że jak skoczę, to tak jak wcześniej mówiłam, będzie coś strasznego, katastrofa, rozpad małżeństwa, rodziny. A  za mną czułam takie ciepełko, takie światło, że wszystko jest w porządku, stosujemy antykoncepcję, jest bezpiecznie i wszystko pod kontrolą.

I w końcu to Bóg zadecydował, skłoniła mnie łaska uzdrowienia, nawrócenia. Posłał mnie do spowiedzi, do tego abym nabrała przy spowiedzi sił, aby skoczyć  i zaufać Bogu. No i skoczyłam w tą przepaść, jak w nią skoczyłam okazała się światłością, okazała się miłością, okazała się czymś tak niesamowitym. A  to co było  za mną, a to co myślałam, że jest takim światłem, takim bezpiecznym cypelkiem, właśnie to okazało się wielkim błotem, bagnem, w którym tkwiłam. Nie pozwalało mi się otwierać na Boga, na to co dla mnie ma. I  te lęki zostały zupełnie odjęte, właśnie przy tej decyzji powiedzenia Bogu tak, zaufania.

I wtedy, kiedy otworzyłam się na  życie,  to  te  lęki, że rozpadnie się moje małżeństwo, zupełnie odeszły. Jestem w tym wolna, wiem, że jak Bóg zechce żebym miała kolejne dzieci -ile tylko chce –  to będę je miała, bo wiem, że nie zostawi mnie samej, że tak będzie działał, aby wszystko  się układało, abym dalej przyjmowała to życie, zwłaszcza, że mój mąż nie jest ze mną.  Jestem w tym sama,  pojawiają się z jego strony ataki, bunt, złości, pretensje, ciche dni, oskarżania. Wiem, że on jest też na takim etapie jakim jest. Bóg też ma wobec niego pewien plan. Jestem przekonana i czuję to, że ten czas musi być. Ja cały czas wałczę o niego modlitwą. Wiem, że kiedyś Bóg ześle też na niego tą laskę zrozumienia, nawrócenia. Teraz  to ja się mogę tylko cieszyć, że jestem służebnicą Pana jak Maryja, że mogę wypraszać dla niego łaski, łaskę nawrócenia. I z jeden strony jest to bardzo, bardzo trudne kroczenie tą drogą w samotności, ale z drugiej strony Bóg zsyła na mnie tak wiele umocnień, tak wiele darów…

Ta droga jest jednocześnie trudna i piękna. Trudna ze względu na cierpienie wewnętrzne, a piękna, bo przeżywana razem z Chrystusem. Dopiero teraz rozumiem co znaczą słowa słodyczy tego cierpienia jaką Chrystus ponosił na krzyżu. Dlatego też zachęcam te osoby, które  idą tą drogą same, aby to wszystko oddały Bogu, aby całkowicie oddać swojego małżonka w tych trudnych chwilach, aby ofiarowały to życie które, które tak chcą chronić, oddały na chwalę Maryi, bo wtedy na tej drodze wszystkie trudności będziecie przezwyciężać  razem z Bogiem. Chwała Panu!